Nienawidzę poranków i wieczorów, tej pustki. Tego spoglądania na telefon, a nóż sobie o mnie przypomniał, a nóż zatęsknił, zanim zasnął. Nienawidzę tego, że nie ma tych smsów, że nie było go tutaj, że już nie chciał, nie walczył, że przestało mu zależeć. Że przestał mnie kochać, że stało się tak przeze mnie.
Czuję, jakbym traciła najlepszego przyjaciela. Anioła stróża, który nigdy nie puszczał mnie nigdzie samej, towarzyszył mi w każdej chwili. Z którym założyłam moje akwarium, kupiłam najpiękniejsze roślinki i dbałam o każdą rybkę. Który tak kochał moją mamę, z bratem umawiał się na wódkę, odwiedzał babcię, a z ciocią chciał spać w jednym łóżku. Co się stało, czemu nawet nie zatęskni, nie wróci do nas myślami?
Musi kogoś mieć, bo pustka zbyt bardzo by go bolała. Bez kogoś innego by po prostu nie mógł dać sobie rady. Musi dostawać od kogoś smsa na dobranoc, czytać go trzy razy, uśmiechać się i zasypiać z nim przed oczami. Musi kogoś innego pytać teraz o ulubiony kolor kwiatów i komuś innemu wysyłać hasła z tymbarka. Musi mieć inną księżniczkę.
Ten czas tak szybko przeleciał, gdybym mogła go cofnąć, delektować się raz jeszcze każdą chwilą. Zmienić swoje zachowanie, skoczyć mu na ręce, gdy przyjdzie i miziać go cały wieczór po plecach, co chwile kradnąc buziaki. Gdybym mogła jeszcze raz poczuć, że jestem dla kogoś najważniejsza, powłóczyć się po Zdrowiu, dostawać milion smsów i wiadomości na fejsie. Gdybym miała komu zrobić kurczaka w sosie słodko-kwaśnym, z kim pójść do manekina i dostać w nim róże : (
Ale teraz to już tak bardzo bez znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz